RSS

Archiwa tagu: cuda

Dla ciała i duszy

Zgodnie z planem po Chile przyszła kolej na Argentynę. Zakup biletów na autobus jadący do Mendozy był dla nas nie lada wyzwaniem. Na szczęście kombinacją słów hiszpańskich i angielskich dogadaliśmy się i następnego ranka wyruszyliśmy w stronę granicy z Argentyną. Sama podróż była uciechą dla oka bowiem z Chile do Argentyny przejeżdżaliśmy przez wysokie Andy przełęczą Paso de Los Libertadores po drodze mijając wiele najwyższych szczytów z dobrze widoczną, pokrytą śniegiem Aconcaguą (6962 m n.p.m. – najwyższą górą w Ameryce Południowej, często zwaną dachem Andów). To właśnie ona stanowiła jeden z naszych głównych celów w Mendozie. Niestety po przyjeździe do Mendozy okazało się, że rozpoczął się sezon zimowy i wyprawy turystyczne w góry wysokie zostały zakończone. Ponadto cena wyprawy w wysokości 3500 USD za osobę była dla nas zaporowa. Nawet prosty dwudniowy trekking na szczyt gór Penitentas okazał się bardzo drogi (1200 pesos za osobę).

Postanowiliśmy zatem przełożyć wyprawę w góry na później a w międzyczasie oddać się innym przyjemnościom cielesnym. Na początku wybraliśmy się na wycieczkę do winiarni znajdujących się w pobliskim Lujan. Skupiliśmy się głównie na małych rodzinnych winiarniach gdzie za 20 pesos nasze podniebienie mogło rozkoszować się winnym szaleństwem. Mendoza słynie głównie z win szczepu Malbec, który również nas zachwycił, choć 18-letni mocno rubinowy Cabernet Sauvignon też był niczego sobie :). Po winie przyszedł czas na spróbowanie słynnego argentyńskiego steka. W tym celu wybraliśmy się do tradycyjnej parrilla’dy (czyli argentyńskiego steck house’u), gdzie serwuje się wyłącznie dania mięsne z grilla. Poprosiliśmy kelnera aby kucharz wrzucił na rusz kawałek bife de chorizo. Nie musimy dodawać jak bardzo smacznie było, abowiem kto nie spróbował argentyńskiej wołowiny nie jest w stanie pojąć o czym jest mowa, po prostu trzeba spróbować 🙂

Po paru dniach mieliśmy już dość wina i objadania się wybornymi stekami i ruszyliśmy dalej na północ Argentyny do miasta Salta. Mimo 21-godzinnej jazdy autobusem byliśmy całkiem wypoczęci a to dlatego, że autobusy w Argentynie niczym nie przypominają tych w Polsce. Na dłuższe dystanse operatorzy oferują siedzenia „semi-cama” (rozkładane fotele, podnóżek na nogi) oraz nieco droższe tzw. „cama”(znacznie szersze fotele, które rozkładają się tak, że można nogi wyprostować i spokojnie się przespać). Napoje i skromna przekąska są w cenie biletu.

Gdy dotarliśmy do Salty okazało się, że tego dnia na pobliskim wzgórzu odbywa się chrześcijańskie „mistyczno-sakralne” wydarzenie a mianowicie uzdrawianie ludzi przez miejscową świętą zwaną Dziewicą. Kobieta ta od paru lat na wzgórzu uzdrawia ludzi. Cuda te były nawet przedmiotem badań księży z Watykanu. Nie trzeba było nam mówić nic więcej, zapakowaliśmy wodę do plecaka, coś do jedzenia i ruszyliśmy w stronę wzgórza, aby sprawdzić to na własne oczy. W kierunku świętego wzgórza zmierzały setki ludzi, starzy i młodzi, całe rodziny z dziećmi, ludzi chorych przywożono samochodami. Na oko, na wzgórzu tego dnia zgromadziło się około 5000 ludzi i wszyscy w milczeniu wyczekiwali Dziewicy. Po jakiejś godzinie czekania pojawiła się, ubrana w zwykłą białą bluzkę i czarną spódnicę, taka skromna, zwykła kobieta. Tłum powstał, wszystkie oczy skierowane na nią, gdy ona klęknęła to wszyscy klęknęli, zaczęliśmy odmawiać różaniec po hiszpańsku…”Dios te salve Maria, llena eres de gracia, el Senor es contigo, bendita tu eres entre todasl as mujeres y bendito es el fruto de tu vientre Jesus Santa…”. Po różańcu Dziewica podeszła do chorych, później do innych ludzi kładąc swoją dłoń na ich ramieniu i szeptając jakieś słowa. Niektóre osoby podtrzymywane przez wolontariuszy przewracały się do tyłu, tak jakby mdlały. Kolejka do uzdrowienia nie miała końca. Czy ujrzeliśmy coś niesamowitego? Na pewno niesamowitym był ten tłum, skupiony, milczący i taki pełny wiary. Nikt, kto siedział na wózku inwalidzkim jednak nie powstał, ślepi nie zaczęli nagle widzieć, nie było żadnych widocznych oznak cudu. Ale czy to istotne? Chyba nie, każdy z obecnych powracał do domu naładowany pozytywną energią Dziewicy, z uśmiechem na ustach i pełny wiary na lepsze życie. My też 🙂

D.i M.

Mendoza: Fontana Wina

 

Mendoza: Jak widać

Salta

Salta: Katedra na Plaza Mayor

Salta: Plaza Mayor

Salta: Dziewica uzdrawia

Salta: Drzewo różańców

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 marca 2012 w Argentyna

 

Tagi: , , , ,