RSS

Archiwa tagu: machu picchu

Pępek świata i sanktuarium Dziewic Słońca

Do Cuzco, czyli pradawnej stolicy imperium Inków dojechaliśmy autobusem bezpośrednio z Puno. Tym razem obyło się bez blokad. Razem z poznaną na wyspach Titicaka, polską wesołą parą z Teksasu Anią i Wojtkiem, po sześciu godzinach drogi dojechaliśmy na miejsce. Po drodze, szare, skaliste i górzyste krajobrazy zaczęły powoli ustępować coraz bardziej zielonym i bujnie porośniętym dolinom. To było wyraźnym znakiem, że zmniejszamy wysokość i w końcu będzie trochę cieplej. Cuzco leży tylko na 3400 m n.p.m., a nazwa miasta w wolnym tłumaczeniu w języku keczua oznacza pępek świata. My ten pępek od razu polubiliśmy, zapewne przez wzgląd na wspaniały rynek Plaza de Armas, który otoczony średniowiecznymi kamienicami, wielką katedrą, kawiarenkami i restauracjami troszeczkę zaczął nam przypominać ukochany Kraków. Dla przeciętnego turysty Cuzco wcale nie przypomina byłej stolicy Inków, lecz średniowieczne hiszpańskie miasteczko. A to wszystko za sprawą stuosobowego oddziału hiszpańskich konkwistadorów Francisco Pizarra, który podstępem podbił królestwo Inków około 500 lat temu. W 1533 roku Pizarro wykorzystał sytuację osłabionego wojnami domowymi królestwa Inków i zaprosił ówczesnego władcę Atahualpę wraz z gronem kilkutysięcznej arystokracji inkaskiej do swojego obozu. Przybyli oni bez broni, zaś w czasie uczty zostali podstępnie napadnięci i wymordowani przez żołnierzy hiszpańskich. Z rzezi oszczędzono i wzięto do niewoli tylko samego władcę. Obiecano mu wolność w zamian za potężny okup: jedną komnatę wypełnioną złotem i dwie komnaty wypełnione srebrem. Faktycznie Hiszpanie otrzymali sześć ton złota i dwanaście ton srebra, lecz mimo to Atahualpa został skazany na śmierć przez spalenie na stosie. Według wierzeń Inków, spalenie ciała było równoznaczne z zabiciem duszy. Hiszpanie zgodzili się więc na zamianę wyroku śmierci na uduszenie pod warunkiem wcześniejszego przejścia skazańca na chrześcijaństwo. Tak też się stało. Ciało Atahualpy zostało w nocy potajemnie wykopane z grobu przez wiernych Indian i ukryte. Po śmierci władcy Inków, jego dwie armie się rozpierzchły, a niewielka armia Pizarra opanowała w ciągu kilku lat całe imperium. W trakcie tych podbojów stolica Inków została zburzona a nowe budowle hiszpańskie powstały na jej ruinach. Na zgliszczach świątyń i pałaców inkaskich powstały klasztory i kościoły katolickie, a wiara w pradawnego Boga Słońca zastąpiona została wiarą w Chrystusa. Nawracanie Indian i szerzenie Słowa Bożego było prowadzone częściej ogniem i mieczem niż miłością do bliźniego oraz dobrym uczynkiem i słowem. Kilka nielicznych śladów królestwa inkaskiego można znaleźć po wdrapaniu się na jedno z otaczających miasto wzgórz Sacsayhuamán. Jest to pozostałość twierdzy (albo raczej jej murów), która to stanowiła ostatni punkt obrony inkaskiej przez Manco Inca. Na sąsiednim wzgórzu znajduje się potężny posąg Jezusa Chrystusa górującego nad całym miastem. Podobne posągi Chrystusa można znaleźć w każdym większym mieście latynoamerykańskim, a największy znajduje się w Rio de Janeiro. Są one symbolem wielkiej wiary katolickiej mieszkańców Ameryki Południowej. W Cuzco spędziliśmy kilka dni w typowo turystyczny sposób: zwiedzaniu okolicznych budowli, degustacji peruwiańskiego specjału alkoholowego tj. pisco sour (wódki z winogron z dodatkiem białka i soku cytrynowego, smakuje podobnie do margherity, pycha!), smakowaniu Cuy, czyli smażonej świnki morskiej będącej miejscowym przysmakiem, przyglądaniu się folklorowym pokazom różnych miejscowych plemion indiańskich przy kawce w Starbucksie. Mniej więcej tak wyczekiwaliśmy do 2 maja, czyli okrągłych (podwójna 17tka) urodzin Marcina, które postanowiliśmy spędzić na jednym z nowych 7 cudów świata tj. Machu Picchu.

Mieliśmy kilka pomysłów jak zaatakować Machu Picchu. Początkowo myśleliśmy o klasycznym Inka Trail, czyli kilkudniowym trekkingu starym szlakiem Inków, potem o trekkingu połączonym z rowerowym down-hillem. Niestety wszystkie analizowane warianty wymagały specjalnych pozwoleń i wynajęcia agencji a ta kosztowała całkiem sporo. Po kilku dniach kombinowania przez Dianę, postanowiliśmy dojechać tam sami. Z 2-miesięcznym wyprzedzeniem, z pomocą Profesorka (dzięki Urwisie!) zakupiliśmy bilety wstępu do Machu Picchu z limitowanym wejściem 400 osób na wzgórze  Huyana Picchu. Tu ważna informacja dla tych, którzy planują zwiedzić Machu Picchu! W lipcu 2011 roku rząd peruwiański, chcąc pozbyć się uciążliwych dla wielu turystów kolejek przed wejściem na Machu Picchu, postanowił wprowadzić internetową sprzedaż biletów.  Oznacza to, że jeśli ktoś planuje wejść także na Huyana Picchu to musi wykupić sobie z dużym wyprzedzeniem bilet łączny obejmujący wejście na Machu Pichu i Huyana Picchu. Na Huyana Picchu może bowiem w danym dniu wdrapać się tylko 400 osób (przy dziennym limicie 2500 osób na Machu Picchu). Wejście na Huyana Picchu odbywa się w dwóch turach: 200 osób wchodzi między godziną 7:00-8:00 a kolejna grupa 200 osób w godzinach 10:00-11:00. Mimo, że te przepisy weszły w życie prawie rok temu wielu turystów o nich nie wie. Przewodniki milczą na ten temat. Agencje nadal sprzedają bilety obejmujące tylko wejście do Machu Picchu, nie wspominając klientowi o konieczności wykupu biletu na Huyana Picchu.

Dzień przed Marcina urodzinami wsiedliśmy do „collectivos”, czyli minibusa będącego lokalnym transportem i zapakowani w 13 osób do 8 osobowego auta pojechaliśmy do miasteczka Ollantaytambo. Tego samego dnia udało się nam zwiedzić mniej popularną część ruin dawnych budowli inkaskich. Wejście do części bardziej turystycznej kosztuje tyle co bilety na Machu Picchu, także sobie darowaliśmy. W Ollantaytambo spędziliśmy jedną noc i bardzo wczesnym rankiem, a właściwie jeszcze nocą, pierwszym pociągiem ruszyliśmy do Aquas Calientes tj. najbliższego miasteczka przed Machu Picchu. Na wzgórze, na którym znajdują się ruiny Machu Picchu wjeżdża się autobusem odchodzący właśnie z Aquas Calientes lub wchodzi piechotą (zajmuje to jednak więcej niż godzinę).Po tym co do tej pory widzieliśmy i mając w głowie relacje o tłumach turystów na Machu Picchu, mieliśmy pewne obawy że nie zrobi ono na nas większego wrażenia, a tłok może spowodować odrazę. Byliśmy jednak  tym miejscem zachwyceni! Machu Picchu zanim się je właściwie zobaczy już robi wrażenie, bowiem jest położone w jednym z najcudowniejszych naturalnych miejsc, jakie do tej pory widzieliśmy. Opłaca się przyjechać wcześnie rano, albowiem można być świadkiem wręcz mistycznego zjawiska, kiedy okryte jeszcze gęstymi chmurami miasto powoli zaczyna się wyłaniać spośród zielonych wzgórz. Gdy chmury się rozpierzchną widać cudowną panoramę, dookoła wysokie pokryte bujną roślinnością wzgórza, w dole wielka przepaść i ledwo widoczna rzeka przepływająca przez dolinę. Widać od razu, że miasto było twierdzą nie do zdobycia – otoczone z trzech stron urwiskami, umiejscowione tak wysoko, że nie widać jej z dołu. Uczta dla oka, uczta dla ducha! Po tym spektaklu udaliśmy się do wejścia na Huyana Picchu, czyli pobliską górę, z której można objąć jednym spojrzeniem całe miasto Machu Picchu oraz cieszyć się wspaniałym widokiem na otaczający krajobraz. Miasto wyraźnie podzielone jest na dwie części: rolniczą oraz miejską. Pierwsza to nic innego jak strome tarasy uprawne z pionowymi, kamienistymi ścianami pomiędzy nimi. Część miejska obejmuje: obserwatorium astronomiczne, wiele świątyń i pałaców oraz część mieszkalną. Machu Picchu zostało zbudowane w drugiej połowie XV wieku przez Inków, a ostatnie badania archeologiczne wskazują na to, że było ono sanktuarium Dziewic Słońca, a nie typowym miastem. Choć według nas to nic innego jak wypasiona willa ówczesnych magnatów synów Boga Słońca, którzy chcieli być bliżej nieba. Największą zagadką miasta pozostaje jego nagłe opuszczenie w 1537 roku.

W trakcie samego zwiedzania tłum turystów nie był nawet taki duży. Największe natężenie ruchu miało miejsce w godzinach południowych, kiedy pojawiły się zorganizowane wycieczki. Można je jednak przyjemnie ominąć wylegując się i wygrzewając na północnych tarasach uprawnych z najlepszym widokiem na miasto i dwa charakterystyczne z pocztówek wzgórza: mniejsze Wayna i większe Huayna Picchu. Dziś już trudno sobie wyobrazić, że Tony Halik jakieś 50 lat temu rozbił tu namiot i biwakował ze swoją żoną przez kilka tygodni w trakcie jednej ze swoich pierwszych wielkich podróży przez obie Ameryki z Ziemi Ognistej do Alaski. No cóż spróbujmy, zamykamy oczy i … Strzała Tony! 🙂

M. i D.

Tak wygląda Pępek Świata

Placa de Armas w Cuzco, folki jak w Krakowie

Cuy, smażona świnka morska, miejscowy przysmak, pycha:)

Jesus Cristo Blanco

Machu Picchu wyłaniające się z chmur

Widok na Machu Picchu z Huayna Picchu

Widok z Huayna Picchu, wyraźny podzial miasta na część rolniczą i miejską

Pocztówkowe Machu Picchu

Lokalesi

Dobre miejsce do wylegiwania się

A to wypas!

Wiecej zdjec z Cuzco, Ollantaytambo, Machu Picchu

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 2 Maj 2012 w Peru

 

Tagi: , ,