RSS

Archiwa tagu: Nowy Rok

Nowy Rok w Sydney

Po pokonaniu ok. 9000 tys. km lądem w 4 tygodnie i 3 dni postanowiliśmy spędzić Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok w Sydney na nic-nie-robieniu:-)Rozsławiony w mediach sydneyowski sylwester przyciągnął do tego miasta ok. 2 milionów turystów z całego świata. Miasto, które na co dzień i tak jest bardzo zagęszczone, tego dnia pękało w szwach. O spokojnym odpoczynku na plaży Bondi gdzie mieszkaliśmy przez 10 dni nie mogło być mowy. Plaża przypominała jedną z tych włoskich plaż jakie widuje się w sezonie, tj. mnóstwo ludzi szukających dla siebie choć jednego m2 złocistego piasku. Główną atrakcją byli surfurzy, na których jak urzeczeni potrafiliśmy gapić się godzinami.

Wigilię spędziliśmy zupełnie inaczej niż dotychczas w Polsce, tj. po kolacji złożonej z łososia tasmańskiego, sałatki oraz kawałka chleba imitującego bożonarodzeniowy opłatek ruszyliśmy w stronę plaży na odbywającą się tam imprezę:-) W Australii Święta Bożego Narodzenia zaczynają się dopiero 25 grudnia, także w Wigilię na ulicach było mnóstwo bawiących się ludzi. Bądź co bądź ale była to sobota i każdy chciał odetchnąć po całym tygodniu pracy.

Kolejne dni utwierdziły nas w przekonaniu, że Święta Bożego Narodzenia w Australii są nijakie, pozbawione magii jaką odczuwaliśmy w rodzinnym kraju, jest to dzień nie wyróżniający się niczym od innych świąt w roku. Zatęskniliśmy bardzo za Polską, rodziną, przyjaciółmi i śniegiem! Uwierzcie nam, po 2 miesiącach ponad 30 stopniowego upału i Wy mielibyście dosyć:-)

W Nowy Rok poszliśmy oglądać słynne na cały świat fajerwerki. Wyruszyliśmy ok. 13:00 aby zająć najlepsze miejsca w ogrodzie botanicznym, z którego roztaczała się wspaniała panorama na Harbor Bridge oraz Opera House. Gdy dotarliśmy do bramy ogrodów botanicznych okazało się, że kolejka do ogrodów jest na 4-5 godzin czekania. Wiele osób nocowało w ogrodach aby zająć najlepsze miejscówki, inni wybrali się do ogrodów i pod Opera House z samego rana. Nam zajęło to tylko kwadrans, a wszystko dzięki naszemu zainteresowaniu malarstwem, do ogrodów dostaliśmy się poprzez galerię sztuki. Jednakże najlepsze miejscówki były już zajęte i dopiero po godzinie czasu udało nam się rozłożyć koc w cieniu wielkich eukaliptusów. Po dwóch godzinach ogrody botaniczne zapełniło 28.000 osób i brama wejściowa została zamknięta, a czkających przed nią ludzi odesłano do domu z kwitkiem. Czy było warto przez to wszystko przechodzić? Zdecydowanie mówimy NIE! Jak na wydane 6,5 miliona dolarów australijskich (sic!) można było spodziewać się czegoś lepszego i … dłuższego. Fajerwerki bowiem trwały tylko 8 minut i nie były tak spektakularne jak opisują media. Zaledwie kilka minut po tym widowisku, z posępną miną udaliśmy się w stronę centrum aby złapać autobus na Bondi. Tu i ówdzie dało się słyszeć pomruki innych niezadowolonych osób. Z pewnością podczas naszej następnej podroży po Australii ominiemy Sydney szerokim łukiem.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 1 stycznia 2012 w Australia

 

Tagi: , ,