RSS

Archiwa tagu: pingwiny

Galapagos – kraina niezwykłych zwierząt

Gdy udręczeni trudami podróży po Peru dotarliśmy na Galapagos postanowiliśmy zrobić sobie tam małą przerwę i odpocząć choć przez chwilę od zgiełku panującego w latynoamerykańskich miastach. Miejsce nadawało się na to idealnie. Złociste plaże, turkusowa, ciepła woda, cisza przerywana tylko odgłosami cykad i lokalnych zwierząt.  Również temperatury nam sprzyjały bo mimo, że wyspy Galapagos leżą na równiku to dzięki wpływowi zimnego Prądu Peruwiańskiego panuje tu klimat równikowy chłodny i suchy.

Galapagos jest miejscem niezwykłym bowiem występują tu unikatowe gatunki zwierząt, niespotykane nigdzie indziej, m.in. legwany morskie i lądowe, żółwie słoniowe, pingwiny równikowe, głuptaki niebieskonogie, jaszczurki lawowe. Miejsce to czyni jeszcze ciekawszym fakt, że większość zwierząt nic nie robi sobie z obecności człowieka.  Powszechnym jest widok fok leniwie wylegujących się na ławkach lub chodnikach, czy też pelikanów cierpliwie stojących w kolejce na targu rybnym. Na ten targ zresztą oprócz pelikanów i turystów regularnie przychodziły, a raczej podpływały foki, a pewien legwan przypatrywał się im z daleka. Niezapomniany widok! Kiedy było mi smutno gdy sprawy się nam trochę pokomplikowały (o czym napiszę za chwilę) przychodziłam na ławkę obok targu rybnego i przypatrywałam się jak foki zaczepiały pyszczkiem sprzedawcę ryb domagając się strawy, a z drugiej strony lady pelikany czekały cierpliwie na swoje „5 minut” aby w chwili nieuwagi sprzedawcy wyrwać kawałek mięsa i polecieć w przestworza :).

Na Galapagos przylecieliśmy także z innego powodu. Jest to jedno z najcudowniejszych miejsc do nurkowania! Co prawda prądy morskie są tu niezwykle niebezpieczne (szczególnie na Gordon Rocks o czym przekonała się nasza koleżanka, trafiając do komory dekompresyjnej) i nie ma tu raf koralowych ale takiego dużego skupiska zwierząt w jednym miejscu nie znajdziecie nigdzie na świecie! To tu pierwszy raz ujrzałam rekina młota i wieloryba. To tu podpłynął do mnie rekin rafowy i wywinął się białym brzuszkiem w moją stronę chcąc abym go wyczyściła (oczywiście jak byłam pod wodą to kompletnie nie miałam pojęcia o co mu chodzi, dopiero później nasz dive master uświadomił mnie, że rekin wziął mnie za dużą rybę, która może go wyczyścić :).To tu wreszcie widziałam całe kolonie diabłów morskich, rekinów i fok, które chciały się z nami bawić. Niesamowite co? 🙂 Szczególnie musieliśmy uważać podczas snurklowania w piance bowiem podpływały do nas małe foczki myśląc, że jesteśmy ich rodzicami. Dorosłe zaś foki przyglądały się temu z daleka i w razie potrzeby były gotowe nas pokąsać.

Podczas pierwszych dni pobytu na Galapagos udało się nam także zobaczyć najbardziej znanego ptaka tych wysp a mianowicie głuptaka niebieskonogiego (nazwa tego ptaka bierze się z jego jasnoniebieskich nóżek, poza tym przypomina on dużą mewę), a także miejscowe pingwiny, które dawały nurka z wulkanicznych skał i z szybkością odrzutowca przepływały obok naszych nóg. Z góry, przez warstwę wody wyglądały jak małe batmanki :).

Te błogie dni zostały brutalnie przerwane 6 dnia pobytu na Galapagos gdy Marcin nagle bardzo źle się poczuł. Dostał silnych zawrotów głowy i wymiotował. Lekarz w szpitalu stwierdził przemęczenie oraz szok wywołany nagłą zmianą klimatu. Nie za bardzo byliśmy tym przekonani i tego samego dnia udaliśmy się do prywatnej kliniki. Tam lekarz po długich badaniach powiedział nam, że najprawdopodobniej Marcin doznał uszkodzenia błędnika. Przepisał leki i zakazał podróży łodzią, która była obok samolotu jedynym środkiem transportu po wyspach Galapagos. W kolejnych dniach samopoczucie Marcina tylko nieznacznie uległo poprawie. W związku z tym musieliśmy zrezygnować z dalszych wycieczek i do końca naszego pobytu na Galapagos zostaliśmy uziemieni w mieście Puerto Ayora. Mimo tego bardzo miło wspominamy to miejsce i definitywnie chcemy je jeszcze raz odwiedzić podczas naszej kolejnej podróży dookoła świata :).

D.

Proszę nie przeszkadzać! 🙂

Puerto Ayora – kolejka na targu rybnym

Tortuga Bay na wyspie Santa Cruz

Legwan lądowy

Wyspa Bartolome

Jeden z mieszkańców wyspy Bartolome

Słonie lądowe na wyspie Santa Maria

Odpoczynek po obiedzie 🙂

Przypatrzcie się uważnie, to Scorpion fish!

Kurcze, nie pamiętam jak się nazywa ta rybka ale ma zaledwie 3 cm i chowa się przy każdym ruchu wody

Puerto Ayora

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 20 Maj 2012 w Ekwador

 

Tagi: , , , ,

Otago Peninsula, lwy morskie, foki i pingwiny

Po wielu latach, na południowe wybrzeża Nowej Zelandii wróciły piękne, majestatyczne zwierzęta lodowatych wód Antarktydy i południowego Pacyfiku, mowa tu o lwach morskich (Pakake), fokach (Kekeno, które bardziej są podobne do lwów morskich niż typowych fok), żółtookich pingwinach (Hōiho). A my mieliśmy to szczęście, że je wszystkie widzieliśmy gdy pewnego wieczoru maszerowaliśmy plażami Półwyspu Otago.

Pierwszego dnia wybraliśmy się na plażę Sandfly tuż przed zachodem słońca. Jest to najlepsza pora aby zobaczyć pingwiny bowiem w ciągu dnia przebywają w wodzie. O zmierzchu wynurzają się na zasłużony odpoczynek. Podobno te małe stworzenia mogą przepłynąć nawet 30 km jednego dnia. Niesamowite! Zamiast nich zobaczyliśmy ogromnego (gdzieś na dwa metry) lwa morskiego, który drzemał sobie przy ścieżce na plażę. Z początku myśleliśmy, że nie żyje i gdy zbliżyliśmy się do niego na półtora metra, ten otworzył oczy, wstał i ziewnął. Odskoczyliśmy szybko, ale nie było to potrzebne bo lew morski nie robił sobie nic z naszej obecności. Zachęceni takim obiegiem sprawy, przycupnęliśmy obok niego i obserwowaliśmy dalsze ruchy. W końcu było to nasze pierwsze spotkanie z takim zwierzęciem. Gdy tak go obserwowaliśmy zauważyliśmy, że na skałach wygrzewają się inne lwy morskie, było ich może z pięć może sześć. Wszystkie ciemno brązowe. Nagle ku naszym oczom, na tafli lodowatej wody ukazał się pingwin, który po prostu ześlizgnął się na plażę, zahamował, wyprostował i podreptał na wydmy. Przy okazji super fajnie merdał ogonem 🙂

Następnego dnia pojechaliśmy na łowy fotograficzne na plażę Victory, oddaloną o kilka kilometrów od jakiejkolwiek cywilizacji. I to był strzał w dziesiątkę. Nie tylko ujrzeliśmy lwy morskie wygrzewające się na piasku, ale także foki i Oaster Catchera (taki fajny czarny ptak z pomarańczowym dziobem, który pomaga mu wydłubywać ostrygi z muszli). Oprócz nas na plaży nie było żadnych innych homo sapiens. Foki, jakby wiedziały że są fotografowane wdzięczyły się pysznie do kamery. Podnosiły pyszczek i wyprężały pierś. Najmłodsze foczki wskakiwały do wody i się w niej taplały, porykując przy tym słodko.

Fajnie jest patrzeć na te stworzenia jak są na wolności a nie w jakimś zoo. Zupełnie inne przeżycie, którego Wam serdecznie życzymy..

Wiele wrażeń dostarczył nam także Nugget Point, który słynie z przepięknej latarni, a także pojawiających się na jego wybrzeżach lwów morskich, fok i pingwinów. Aby zobaczyć pingwiny wystarczyło jechać bardzo powoli żwirowaną drogą, która prowadzi do Nugget Point i przyglądać się bacznie okolicom skał. My w taki sposób zobaczyliśmy z bardzo bliska (20 metrów) pingwina, który wygrzewał się na plaży. W ten sposób można ominąć tłumy turystów ściągające do punktu widokowego wskazanego w przewodniku.

D.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 stycznia 2012 w Nowa Zelandia

 

Tagi: , , ,