RSS

Archiwa tagu: rafa

Nurkowanie we wraku – spotkanie z Damą i Jednorożcem

Naszym celem numer jeden podczas wizyty na Vanuatu było zanurkowanie w jednym z największych i najlepiej zachowanych wraków na Ziemi. SS President Coolidge marzenie każdego nurka! Coolidge był najbardziej luksusowym amerykańskim statkiem pasażerskim pływającym po oceanach w okresie międzywojennym. Był niewiele mniejszy od Titanica, miał 200 metrów długości i 25 metrów szerokości i zabierał ponad 1300 pasażerów (Titanic 270 m długości i 30 szerokości). Obecnie jego kadłub spoczywa na głębokości od 20 do 70 metrów i dzięki temu jest jednym z najbardziej dostępnych wraków tej wielkości na Ziemi (Titanic znajduje się na głebokości 3800 m). Podczas II wojny światowej SS President Coolidge został przejęty przez amerykańskie wojsko głównie w celu przewiezienia żołnierzy i sprzętu wojskowego do nowo powstającej bazy wojskowej na Espritu Santo. Ciekawostką jest, że statek ten zatonął w wyniku wybuchu miny, która została umieszczona właśnie przez wojsko amerykańskie! Nasi przewodnicy nurkowi, którzy są pasjonatami tego wraku (ponad 20 000 nurkowań na SS President Coolidge!) powiedzieli nam, że wina zatonięcia statku leżała po stronie wojska, które nie poinformowało na czas kapitana SS President Coolidge o znajdujących się w pobliżu minach. Zainteresowanych historią tego statku zapraszamy na stronę: http://www.nurkowanie.travel.pl/nurkowanie/vanuatu/ss_president_coolidge/79/38/0/szczegoly_relacja.html

Najbardziej znanym elementem wystroju tego statku była wisząca nad kominkiem w palarni pierwszej klasy płaskorzeźba o nazwie „Dama i Jednorożec”. W związku z zapadnięciem się palarni, kilka lat temu Damę przeniesiono do jadalni znajdującej się na głębokości ok. 40 metrów aby nadal mogła cieszyć oczy zapalonych nurków. Obawialiśmy się, że przy naszych certyfikatach OWD (pozwalających nurkować tylko do głębokości 18 metrów) nie będzie dane nam zobaczyć Damy i Jednorożca. Na szczęście trafiliśmy na bardzo wyluzowanych ale także i bardzo doświadczonych przewodników, którzy zgodzili się nas zabrać na spotkanie z Damą. Razem z nami nurkowała tylko jedna osoba – Sunae pochodząca z Korei, z którą bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Dzień przed spotkaniem z Damą zanurkowaliśmy dwa razy aby zobaczyć wrak z zewnątrz i trochę się przyzwyczaić zarówno do niego jaki i do głębokości. Kolejnego dnia byliśmy już gotowi na eksplorację wnetrza wraku. Po paru minutach zanurzenia, 20 metrów pod wodą, stanęliśmy na dziobie statku przed ogromną dziurą w lewej burcie. Nasz przewodnik wskazał palcem na dół i dał nura w głąb ciemnych czeluści. Niewiele się zastanawiając popłynęliśmy za nim. Oczywiście każdy z nas miał latarkę, ale i tak było nieprzyjemnie ciemno. Znaleźliśmy się, bowiem na jednym z pokładów gdzie nie było okien. Było dość ciasno także nie mogliśmy płynąć obok siebie, co jeszcze bardziej potęgowało nasz strach. W pewnym momencie się przejaśniło i po naszej prawej i lewej stronie ujrzeliśmy światło wpadające przez okrągłe okienka. Jak się potem okazało znaleźliśmy się w głównym lobby. Nasz komputer nurkowy poinformował nas, że znajdujemy się już na głębokości 27 metrów. W pewnym momencie coś dużego prześlizgnęło się obok nas. Uff, zrobiło się na chwile gorąco, a małą panikę udało się w porę opanować (zbyt nerwowe ruchy mogą powodować unoszenie się osadu a ten całkowicie może zepsuć widoczność i uniemożliwić orientacje). Na szczęście nie była to gigantyczna murena, których tu całkiem sporo ani żaden inny czort tylko duża ryba z gatunku motylowatych. Nota bene większość ryb zamieszkujących wrak wygląda jakby była na sterydach, a zupełnie wyjątkowy jest Borys czyli 2,5 metrowy Giant Grouper dokarmiany przez ekipę Allana (największa ryba oścista na świecie, często żywiąca się małymi rekinami :). Coraz bardziej nerwowo spoglądając na nasz komputer nurkowy płynęliśmy w stronę jadalni, gdzie tylko nie spojrzeć wszędzie były jakieś korytarze i drzwi. Wrak ma nadal zachowane kilka pokładów i stanowi prawdziwy labirynt a dla niedoświadczonego nurka jest nie lada pułapką. Orientacja jest dodatkowo utrudniona tym, że wrak leży na dnie lewej burty.

W pewnym momencie ostro popłynęliśmy w dół. Komputer piszczał, że to już 40 metrów. Nagle nasz przewodnik skierował światło latarki na jedną ze ścian pomieszczenia w którym się znaleźliśmy. Oto i ona: majestatyczna, nadal piękna Dama i jej wierny towarzysz Jednorożec. Niestety na tej głębokości nie mogliśmy pozostać zbyt długo, próbowaliśmy zrobić kilka zdjęć i po kilku minutach przepychania ruszyliśmy za przewodnikiem tunelem, który okazał się dawną windą towarową. Kolejne pomieszczenia okazały się męską toaletą z bardzo dobrze zachowanym rzędem pisuarów 🙂 Na głębokości 20 metrów weszliśmy do przestronnej sali, w której pływało mnóstwo kolorowych ryb. Czekało nas tylko powolne wynurzenie, dwa przystanki antydekompresyjne w ogrodzie koralowym i słodkie bułeczki z resztą ekipy w  bazie u Allana.

Tego samego popołudnia postanowiliśmy ponurkować na innym znanym na całym świecie miejscu nurkowym, a mianowicie na Million Dolar Point. Znajdują się tam setki ton sprzętu wojskowego, który został zatopiony przez wojsko amerykańskie po likwidacji bazy wojskowej w Lugenville. Swoją nazwę zawdzięcza temu, że sprzęt ten został wyceniony przez Amerykanów właśnie na milion dolarów i po nieudanej próbie sprzedaży kondominium brytyjsko-francuskiemu Amerykanie postanowili wszystko zatopić. Nurki były bardzo fajne, można było pooglądać zatopione buldożery, czołgi i armaty, przejechać się koparką lub gazikiem 🙂

W okolicach Espiritu Santo poza podwodnymi pamiątkami z II wojny światowej są również piękne rafy. My wybraliśmy się na nurki na rafę Tutuba, wyróżniającą się potężnymi drzewami niebieskich i zielonych koralowców oraz fenomenalną jaskinią wewnątrz koralowego podwodnego wzgórza.

Nurkowanie tak bardzo nam się spodobało, że na tydzień przed wylotem z Vanuatu postanowiliśmy wrócić na Efate (a dokładnie na maleńką wyspę Hideaway) i zdobyć tu kolejny stopień nurkowy (Advance OWD). W porównaniu z pierwszym kursem była to bułka z masłem. Nasz hotel był jedynym obiektem na wyspie, także do wody wchodziliśmy prosto z centrum nurkowego. Po dwóch dniach nurkowania na całkiem fajnej rafie (dla nas numer jeden pozostaje nadal Wielka Rafa Koralowa) i dwóch malutkich wrakach (po Coolidge każdy inny będzie mały) zdobyliśmy certyfikaty. Yupee! teraz możemy śmiało nurkować na głębokości 30 metrów. Już nie możemy doczekać się Galapagos!

D i M

SS President Coolidge - Dama i Jednorożec

SS President Coolidge - Sunae idzie na front

SS President Coolidge - zatopiona zastawa stołowa

SS President Coolidge - Palarnia (zdjęcie od Tony'ego)

Million Dolar Point - Marcin jako operator podwodnej koparki

Rafa Tutuba - Crocodile-fish (zdjęcie zrobione przez Sunae)

Wyspa Hideaway (położona obok Port Villa)

Hideaway - Diana na wraku Bonza

Więcej zdjęć kliknij

Film udostępniony przez Tony’ego:

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 lutego 2012 w Vanuatu

 

Tagi: , ,

Wielka Rafa Koralowa, wspaniały podwodny świat

W Cairns lądujemy późnym wieczorem 2 stycznia. Po wyjściu z lotniska od razu uderza nas fala gorącego, parnego powietrza. Nasze ciało od razu rozpoznaje – jesteśmy w tropikach. Cairns leży na północnym wschodzie Australii w stanie Queensland, około 300 km na północ od zwrotnika Koziorożca i jest największą bazą wypadową na Wielką Rafę Koralową oraz do lasów tropikalnych na półwyspie York.

 

Diana niestety przeziębiła się w samolocie i przez kolejne dni, cała zlana potem leżała w łóżku, pomrukując, że chce do Polski:-) Dlatego pierwsze 4 dni głównie spędzamy na planowaniu i poszukiwaniu najlepszej oferty dotyczącej nurkowania na rafie oraz wynajmu samochodu. W tych okolicach planujemy spędzić 3 tygodnie więc odwiedzamy liczne agencje pośrednictwa turystycznego w celu wyboru najlepszych ofert. W Cairns przemysł turystyczny jest nadzwyczaj rozwinięty, wręcz przerośnięty, w centrum miasta na każdym kroku można spotkać agencje pośrednictwa turystycznego i przebierać w kilkunastu ofertach nurkowania, raftingu, wycieczek do dżungli, skoków ze spadochronu, na bungie, lotów helikopterem, paralotnią, itd. Na te kilka dni zatrzymaliśmy się w hostelu Traveller’s Oasis i był to wyśmienity wybór. Ten uroczy hostel zaprojektowany przez artystów zajął trzecie miejsce w konkursie na najlepszy hostel w Australii i Oceanii, a dla nas rzeczywiście okazał się przytulną oazą, w której mogliśmy poznać innych backpackersów z całego świata. Podsumowując panującą tu atmosferę było „easy peasy” jak to często mawiał wyluzowany manager John.

Po kilku dniach poszukiwań i dokonaniu wszystkich rezerwacji 7 stycznia o 6:00 rano wyruszamy na trzydniowe safari nurkowe na Wielkiej Rafie Koralowej. Hurra, w końcu długo wyczekiwany moment nastąpił! Po ostrej selekcji wybraliśmy ofertę firmy Cairns Dive Centre (CDC) głównie ze względu na profesjonalną załogę, bardzo dobre miejsca nurkowe oraz przystępną cenę (w ramach promocji dostajemy 1 dzień gratis). Dodatkowo okazuje się, że prognoza pogody jest wprost fantastyczna, zero wiatru, ciepło i przede wszystkim nie będzie padać, co jak na obecną porę roku ( pora deszczowa) jest dość dużym szczęściem. Na początku płyniemy katamaranem Reef Kiss (Pocałunek Rafy), który ma nas zawieść na nasz docelowy znacznie większy katamaran. W trakcie jednogodzinnego rejsu załoga statku opowiada nam o nurkowaniu na rafie i udziela bardzo pożytecznych porad. W szczególności pozytywnie naładowany dive master Lee opowiada nam z uśmiechem jak zakładać pas balastowy: You need to hold female part of your belt in your left hand and male part of the belt in right hand, then you need to put the male part into female part. Tu pokazuje palec wchodzący w dziurkę. Remember female in left and male in right hand. Why? Beacuse men always have right!:-)

Zaraz po zakwaterowaniu w kajucie na pokładzie statku Kangaroo Explorer, szybkim lunchu i zwięzłej odprawie wskakujemy do wody na nasze pierwsze nurkowanie na Wielkiej Rafie Koralowej. Jesteśmy bardzo podekscytowani:-)

Wielka Rafa Koralowa (Great Barrier Reef) jest największą rafą koralową na świecie i największą pojedynczą strukturą wytworzoną przez organizmy żywe. Jest widoczna z kosmosu jak mur chiński, ale jest od niego większa. Oznacza to, że polipy wraz z innymi organizmami rafotwórczymi potrafiły zbudować coś znacznie większego niż ludzkość. Zajęło im to około 20 milionów lat i mamy wielką nadzieje, że będą kontynuowały swoją pracę przez kolejne miliony lat. Rafa rozciąga się na 2300 km wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża Australii, mniej więcej od miasta Rockhampton na południu aż po wybrzeża Papui Nowej Gwinei na północy. Znajduje się na szelfie kontynentu australijskiego i jest oddalona od brzegu jakieś 15 do 200 km. Obszar między rafą a lądem jest płytki, do 100 m głębności, natomiast od strony oceanu zbocze rafy opada stromo tysiące metrów w głąb dna Pacyfiku. Rafa zajmuje obszar około 350 tys km2 i składa się z około 3000 mniejszych raf i 900 wysepek. Czyli jest mniej więcej wielkości Polski. Rafę zamieszkuje około 1500 gatunków ryb, 5000 gatunków mięczaków, 400 gatunków koralowców i 500 gatunków wodorostów.  Biorąc pod uwagę rozmiar Rafy zdajemy sobie sprawę, że nasza trzydniowa dniowa wycieczka, pozwoli nam odkryć zaledwie malusieńki kącik tego wielkiego podwodnego świata.

Na początku nurkujemy na Milln Reef, rafie oddalonej o jakieś 60 km od wybrzeży Cairns. Woda ma 30 stopni więc nurkujemy tylko w Stingersuit (czyli bardzo cienkim kombinezonie z lajkry chroniącym przed parzącymi marine stingers). Zaraz po zanurzeniu naszym oczą od razu ukazuje się cudownie kolorowy podwodny świat. Jest wspaniale, nasz dive master Omar pokazuje nam co możemy dotykać a czego nie. Przez chwile bawimy się z sea cucumber (morski ogórek), bardziej przypominającego irokeza niż ogórka. W tych wodach jest rzeczywiście dużo trujących i parzących organizmów, więc podstawowa zasada brzmi „nic nie dotykać” gdy nie jest się na 100% pewnym co to jest, jeśli coś jest wyjątkowo brzydkie lub bardzo jaskrawe/odblaskowe to zapewne jest groźne. Wizura jest doskonała, nie ma żadnych prądów, a podwodny świat, co chwile zaskakuje nową formą koralowca, kształtem ryby, kolorami muszli ślimaków. Wciąga tak bardzo, że gdyby nie limit powietrza w naszych butlach można by spędzić pod wodą cały dzień.

Tego dnia Diana już nie nurkuje, bo nadal nie jest do końca wyleczona, a zatkane zatoki pod wodą uniemożliwiają wyrównanie ciśnienia, co może się okazać bardzo niebezpieczne. Ja po dwóch godzinach od ostatniego nurka wskakuje ponownie, tym razem w pobliskiej rafie Three Sisters Reef (Trzy Siostry). Nurkuje w towarzystwie Damiena i Krisa. Damien to instruktor nurkowania z Francji. Pracował trochę w swojej ojczyźnie, potem w Egipcie i na Filipinach, a w Australii spędza wakacje. Kris to Brytyjczyk, który właśnie od Australii zaczął swoją trzyletnią podróż dookoła świata. Na razie pracuje w okolicach Cairns na farmie bananów, aby zarobić na kolejny etap podróży po Azji. Rafa, na której nurkujemy, składa się z trzech podwodnych gór nazwanych siostrami. My zaczynamy od drugiej siostry, którą opływamy dookoła i stąd próbujemy dalej dopłynąć do trzeciej siostry oddalonej o jakieś 60 metrów. Płyniemy w toni na 15 metrach, widoczność nie jest tak dobra jak na pierwszej rafie i po kilku minutach wydaje nam się, że się zgubiliśmy. Wytyczamy jeszcze raz kierunek i dajemy sobie jeszcze 5 minut. Udaje się, znaleźliśmy trzecią siostrę. Niestety nie jest tu już tak kolorowo jak za pierwszym nurkowaniem. Widać efekty El Niño, czyli blaknięcia koralowców, spowodowanym głównie przez żywiącą się koralowcami rozgwiazdę zwaną koroną cierniową, zanieczyszczenie wód ściekami z lądu i nadmierny ruch turystyczny. W trakcie tego nurkowania testuję zmodyfikowaną soczewkę w naszej kamerze GoPro, którą sam montowałem dzień wcześniej. W trakcie nurkowania na Ningaloo Reef w Australii Zachodniej, okazało się bowiem, że standardowa obudowa podwodna do naszej kamery ma problemy z fokusem, a brak lampy błyskowej lub czerwonego filtra powoduje, że wszystkie podwodne zdjęcia i filmy są niebieskie. Jak się później okazało, płaska soczewka i czerwony filtr znaczenie poprawiły ostrość i kolory filmów w stosunku do standardowej obudowy. Jednak kamera GoPro bardziej nadaje się do robienia podwodnych filmów niż do robienia zdjęć. Na zdjęciach nadal są problemy z ostrością. Czerwony filtr w trakcie słonecznej pogody zdaje egzamin do 10 metrów, głębiej zaczyna wygrywać kolor niebieski. Dodatkowo chyba popełniłem jakiś mały błąd w trakcie montażu, bo trzeciego dnia obudowa zaczęła przeciekać. Ponadto razem z Dianą dowiedzieliśmy się, że robienie podwodnych zdjęć nie jest takie łatwe i jeszcze dużo musimy się nauczyć.

Po kolacji, czas na nurkowanie nocne, to będzie pierwsze w moim życiu, tak więc ekscytacja w pełni jak księżyc na niebie J Ponieważ będzie to moje pierwsze tego typu nurkowanie nie mogę nurkować z Damienem i Krisem, ale muszę nurkować z dive masterem z załogi CDC, do którego podpięto 10 innych nurków. Po otrzymaniu latarki i wskoczeniu do wody okazuje się, że w wodzie znajduje się bardzo ściśnięty tłum ludzi. Zanurzamy się, nagle ktoś staje mi na głowie potem ja staje komuś innemu. W tych ciemnościach nie jest to zbyt przyjemne. Przed nurkowaniem, w trakcie kolacji Wynnie (starszy instruktor z Niemiec na wakacjach z 5000+ nurkowaniami na koncie) opowiadał mi, że z nurkowaniem nocnym jest tak, że albo ci się ono spodoba podczas pierwszego nurkowania i potem będziesz je lubił i wielokrotnie powtarzał, a jak ci się nie spodoba za pierwszym razem to już nigdy go nie polubisz. Ja bardzo chciałem je polubić, więc podjąłem decyzję, że wypuszczę tę całą zgraję ludzi  przodem, a sam będę płynął w jakieś odległości dającej trochę swobody i komfortu, koniec końców mamy płynąć wzdłuż podwodnego muru, jest pełnia księżyca więc trudno się zgubić. Osamotniony w panujących ciemnościach zaczynam się czuć prawie jak kosmonauta wypuszczony ze statku w czarną i bezkresną przestrzeni kosmosu. Od razu znacznie lepiej, w końcu mogę poświecić i powoli pooglądać co mnie otacza. W porównaniu do dnia, w nocy rafa wydaje się jakby uśpiona, nie ma żadnych ryb, żadnego ruchu, leniwie poruszają się tylko gałęzie miękkich koralowców i wodorostów. W szczelinach „żywej skały” dostrzegam śpiącą rybkę, to parrotfish (ryba papuga) jedna z tych bardzo kolorowych, leży na boku i chrapie. Po chwili poszukiwań zaczynam widzieć w świetle swojej latarki rybę red basa, polującą na inne mniejsze rybki. Zaczynam nawet się z nimi bawić, oświetlam małą rybkę a ta zostaje zjedzona w sekundzie o jej oświetleniu przez czerwonego basaJ Później okazuje się, że tych red basów jest znacznie więcej i wszystkie na coś polują, pojawiają się też inne większe rybki z ząbkami, wygląda na to, że nocą budzą się podwodne drapieżniki. Dostrzegam, że zgraja nurków zaczyna zawracać, więc i ja odwracam się od podwodnego muru i oświetlam toń przede mną. W oddali w świetle latarki początkowo dostrzegam tylko dwoje czerwonych oczu, a potem wyłania się spora sylwetka rekina. Jest bardzo duży. Na oko ma jakieś 2 metry i jest ode mnie oddalony jakieś 20 metrów, świecę niżej widzę kolejną parę czerwonych oczu. W moim ciele poziom adrenaliny zaczyna się podnosić. W chwile potem ku mojemu początkowemu uradowaniu podpływa do mnie jako pierwszy Omar i podjarany widokiem wielkiego rekina zaczyna również w niego świecić i ściągać resztę osób. Przestraszone rekiny uciekają, a jedynymi osobami jakie je widziały byłem ja i Omar. Szkoda tylko, że tak krótko. Omar mówił, że to co widzieliśmy to był bull shark. Jeden z największych rekinów na Rafie.

W świadomości ludzi rekiny są niesłusznie kojarzone z ludojadami. Zapewne po części zawdzięczają to swojemu wyglądowi, bo rzeczywiście wyglądają na podwodnych morderców, a po części Stevenowi Spilbergowi i filmowi Szczęki. W rzeczywistości okazuje się, że na Rafie nie odnotowano żadnego śmiertelnego ataku rekina na nurka. Nasi dive masterzy śmieją się, że rekiny nie lubią mięsa ludzkiego i po skosztowaniu kawałka odpływają. Według statystyk w wyniku ataku rekina rocznie ginie 8 osób (głównie surferzy przy plażach, których rekiny mylą z fokami), dla porównania w samej tylko Australi ginie 140 osób rocznie pod plamami w wyniku uderzenia kokosa.

Drugiego dnia budzimy się na Rafie i z samego rana, jeszcze przed śniadaniem wskakujemy do wody aby posnurklować przed murem, wzdłuż którego wczoraj wieczorem nurkowałem. Diana na szczęście czuje się już lepiej więc razem mamy przed sobą wspaniały dzień! Rafa przed murem jest położona zaledwie od jednego do trzech metrów od powierzchni wody, więc warunki do snurklowania są idealne. W wodzie gwarno i skwarno, ruch jak przed świętami w Galerii Mokotów:-) Jest znacznie bardziej kolorowo niż na wzgórzach trzech sióstr. Diana wypatrzyła obrzydliwą murenę w szczelinie koralowca i małego rekinka.  Ja na free divie nurkuję wokół małego podwodnego stożka, otoczonego przez zgraje zebrowatych rybek zastygłych nad jego szczytem i strzelam im foty. W trakcie tych podwodnych wygibasów gubię jedną płetwę. Nasze podwodne szaleństwa przerywa gwizdek z łodzi wzywający na śniadanie.

W trakcie śniadania płyniemy na kolejną rafę zwaną East Timor Reef.  Zaraz po śniadaniu i tuż przed obiadem robimy z Dianą dwa nurkowania. Rafa ta niestety nie jest tak kolorowa jak tak obok trzech siostrzyczek, a dodatkowo jest bardzo dużo drobnych meduz i planktonu w wodzie znacznie ograniczających widoczność. Z powyższych względów nurkowanie to nie jest najwspanialsze, lecz nie narzekamy w myśl przysłowia „Każde nurkowanie w wodzie jest super, a najgorsze nurkowanie jest lepsze od najlepszego dnia w pracy”.

W trakcie lunchu płyniemy na kolejną rafę, tym razem największą atrakcje naszej wycieczki rafę Briggs Reef. Po lunchu robimy małą przerwę i o 16 wskakujemy do wody. Po kilku minutach już rozumiemy zachwyt naszych dive masterów tą rafą. Jest to najbardziej kolorowe miejsce, jakie widzieliśmy do tej pory. Żadnych obumierających koralowców, wszystkie są żywe, kolorowe i bardzo różnorodne. A do tego oczywiście mnóstwo mniejszych i większych rybek. W koralowcach odnajdujemy Nemo i jego kolegów (różne gatunki błazeneków), a także rybę wyglądającą jak jaszczurka. W trakcie podwodnego spacerku wzdłuż podwodnego muru schodzącego na oko do 40 metrów przepływają obok nas trzy żółwie, mały rekinek, potężna ryba podobna do basa ale mająca ze 2 metry długości (do tej pory nie odnalależliśmy w albumach jej nazwy). Do tego pełno kolorowych muszli, ślimaków i kilka potężnych małż (Gigan Calm).  Pod naszym statkiem pływa pełno zaciekawionych rybek i potężna barakuda z groźnie sterczącymi zębami. Po kolacji robimy tu również nurkowanie nocne, tym razem pierwsze dla Diany. Poza końcowym dość bliskim spotkaniu z trzema małymi rekinkami, ja uznałbym to nurkowanie za bardzo spokojne. Diana chyba bardziej woli nurkowania dzienne, bo w trakcie tego non stop świeciła mi latarką prosto w oczy upewniając się, że ja to ja a nie jakaś drapieżny podmorski stwór:-)

Kolejnego dnia z samego rana jeszcze raz dajemy nura na Briggs Reef. Tym razem ja nurkuje z Damienem, trochę głębiej przy murze, a Diana daje nura z naszą dive masterką Kelly. Wiemy, że pobicie walorów rafy Briggst jest bardzo trudne i z pewnym smutkiem odpływamy z niej do pobliskiej 360 Coral Reef. Na tej rafie, przed odpływem do Cairns robimy jeszcze dwa nurkowania i jedno snurklowanie. Okazuje się, że przez tę rafę przebiega szlak migracyjny żółwi. Początkowo widzimy jeszcze z łodzi kilka żółwi na powierzchni przepływających obok naszego statku. W trakcie nurkowania udaje mi się nakręcić jednego z nich pod wodą jak zajadał koralowca na lunch!

Nigdy nie przypuszczaliśmy, że u wybrzeży Australii, na krańcach znanego nam świata, odkryjemy inny wspaniały podwodny świat, w którym granice między zwierzętami, roślinami i skałami, tak oczywiste na powierzchni zupełnie zacierają się pod wodą. Znika tu też podział na obserwatorów i obserwujących, często pływając pod wodą napotykaliśmy ciekawskie ryby, które lubiły pływać z nami i nas podglądać. Dodatkowo urzekł nas podwodny spokój, relaks i wszechobecne wyluzowanie. Często czuliśmy się tu jak dzieci, zaciekawione każdym otaczającym nas detalem. Nurkowanie na Wielkiej Rafie Koralowej, zdecydowanie uznajemy za nasze najlepsze w życiu. I życzymy każdemu, aby odwiedził ten wspaniały podwodny świat.

Life is better when you dive

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 9 stycznia 2012 w Australia

 

Tagi: , ,